Prowadzone od prawie pół wieku przez rodzinę Maciejowskich Schronisko pod Łabskim Szczytem w Karkonoszach zmienia się! Najważniejsza zmiana już się dokonała: Bartosz Maciejowski przejął prowadzenie obiektu od swojej mamy, Elżbiety. Ostro wziął się do pracy: miejsc noclegowych będzie mniej, ale o wyższym standardzie. Szykuje się też coś, co do niedawna wydawało się niemożliwe: doprowadzenie do schroniska prądu z sieci energetycznej.
Zmianę widać w schronisku od pierwszej chwili. Gdy odwiedziłem je w celu nagrania rozmowy z panią Elżbietą trzy lata temu, jej syn Bartek był wyluzowany i uśmiechnięty. Teraz jest zapracowany, skupiony, wręcz zestresowany i poważny. Schronisko jest na jego głowie, choć nie tylko, bo mama ciągle w nim pracuje. Niestety, nie ma już taty, który odszedł z tego świata.
Rodzina Bartka prowadzi schronisko Pod Łabskim Szczytem od 1980 roku. Dla wielu turystów to miejsce kultowe, które nie poddało się modzie na górskie hotele – tyleż wygodne, co zabijające ducha gór i schroniskowy klimat. Bartek doskonale czuje temat, bo w schronisku się wychował. Teraz też w nim mieszka, nie zjeżdża na noc na dół, bo jest jedynym mężczyzną w załodze. Jak tłumaczy, nie ma szczęścia do zatrudnianych facetów.
Zmiana warty pod Łabskim Szczytem nie oznacza więc rewolucji pod najważniejszym względem: kapitalnego klimatu, który przyciąga tu górskie, wędrowne dusze z całej Polski. Bartek nie ukrywa jednak, że są goście, którym schroniskowy standard przeszkadza i dają temu wyraz. Nie jest ich mało, gdyż wśród docierających pod Łabski Szczyt wielu to klienci nowych hoteli w Szklarskiej Porębie: drogich i luksusowych. Mają swoje wymagania i przyzwyczajenia. Niektórzy przenoszą je w góry, także pod Łabski Szczyt.
Bartek w pewnym stopniu wyjdzie naprzeciw takim oczekiwaniom. Zamierza podwyższyć standard pokojów, co będzie się wiązać ze zmniejszeniem pojemności schroniska i podwyższeniem ceny za noclegi. Chce też wyremontować salę przejściową, do której wchodzi się zimą w drodze do sali z bufetem.
Nie ma jednak mowy, by doszło do zmiany obiektu w górski hotel dla zamożnych. Typowy schroniskowy klimat – skromny, ale swojski i górski, w pewien sposób intymny i służący nawiązywaniu kontaktów między ludźmi – pozostanie. Ceny też nie będą odstraszać włóczęgów z plecakami.
Schronisko Pod Łabskim Szczytem należy do nielicznych obiektów, do których nie dociera prąd z sieci. Przez wiele lat korzystało z ograniczonego wytwarzania energii elektrycznej przez agregat. Pod koniec poprzedniej dekady doszedł prąd z fotowoltaiki. Stało się to możliwe dzięki inwestycji, która wykonana została przy wsparciu właściciela – spółki Sudeckie Hotele i Schroniska PTTK.
Jak mówi Bartek, jest duża szansa, że prąd z sieci popłynie także pod Łabski Szczyt. Doprowadzenie tutaj sieci ma być częścią większej inwestycji w Karkonoszach, obejmującej także stację przekaźnikową na Śnieżnych Kotłach. Prąd także – automatycznie – podwyższy standard pobytu gości.
Syn przejmował obowiązki od mamy stopniowo. Naleśniki – cenione wśród miłośników Karkonoszy – zaczął robić kilka lat temu. Jeździł też po zaopatrzenie – samochodem, a zimą ratrakiem, z którego przesiada się w Szklarskiej Porębie w samochód. Wie o schronisku wszystko, jest mu bardzo oddany. Od mamy ciągle jednak może się wiele nauczyć. Pani Elżbieta to, na przykład, świetna psycholożka schroniskowa. Po 44 latach pracy z turystami potrafi w mig ocenić, komu wystarczy łóżko i koc, a kto może być roszczeniowy i stwarzać problemy.
Życie na górze
Schronisko PTTK Pod Łabskim Szczytem, położone jest na wysokości 1168 m n.p.m. Administracyjnie jest w Szklarskiej Porębie i z tego miasta dociera tu też najwięcej turystów. Latem jest miejscem odpoczynku w drodze na Śnieżne Kotły. Zimą szlak na Śnieżne Kotły jest zamykany, ale do schroniska można dojść bez większych problemów, nawet gdy szlak jest zasypany śniegiem.
– Mąż pracował w PTTK, do jego obowiązków należała kontrola schronisk. Gdy okazało się, że Łabski jest do wzięcia, namówił mnie. Pożegnałam się z pracą w banku i przeniosłam do schroniska – wspomina pani Elżbieta.
Przez wiele lat było jej głównym domem. Z czasem, z powodu kłopotów z kolanem, zaczęła dzielić czas pomiędzy Łabski i dom rodzinny w Jeleniej Górze, a w schronisku miała zmienników
– Wakacji też przez wiele lat nie miałam, niemal cały czas spędzałam w schronisku – mówi pani Maciejowska. – To bardzo ciężka praca, codziennie od rana do wieczora. Takie zajęcie trzeba lubić. Nie da się tego robić jedynie przez osiem godzin dziennie w dni powszednie. Schronisku trzeba się oddać w całości.
Teraz jednak i tak jest znacznie łatwiej. Zimy, przed laty bardzo długie i srogie, skróciły się do dwóch-trzech miesięcy. W 2001 Karkonoski Park Narodowy wybudował porządną drogę do schroniska. Dojazd samochodem wiosną, latem i jesienią nie jest problemem.
Pierwsze miesiące w 1980 roku były jednak bardzo trudne. Schronisko było w złym stanie technicznym, miało fatalną opinię, a droga była w tak katastrofalnym stanie, że nie było jak dostać się na górę.
– Mieliśmy konia i wóz – opowiada pani Elżbieta. – Chodziliśmy. Zdarzyło się, że się zgubiłam, a raz nawet się czołgałam. Zjechaliśmy wtedy saniami po towar. Ciągle sypało. W drodze powrotnej sanie rozleciały się. Chciałam pójść do schroniska po pomoc. Zaspy były jednak tak ogromne, że nie było innego wyjścia, jak położyć się na brzuchu i czołgać po powierzchni.
Na przełomie lat 80. i 90. era konia z wozem zakończyła się, choć koń trzymany był jeszcze z sentymentu. Gospodarze jeździli już ułazem (potem kupili nissana i forda). Szef – jak był nazywany i jest wspominany mąż pani Maciejowskiej – walczył o przejezdność drogi: remontował mostki i przepusty, co kosztowało sporo pracy, zwłaszcza podczas wiosennych roztopów. Nie raz i nie dwa żona mu pomagała, nosząc kamienie, raniąc ręce… Pełna wytrwałości praca pozwoliła jednak na zbudowanie u turystów i mieszkańców dobrej opinii – zarówno gospodarzy, jak i schroniska.
Przez wiele lat prąd w schronisku płynął tylko z agregatu. Starczało go na krótko. Wyłączano zwykle około godz. 23.00. Dla wielu turystów to atut Łabskiego. Rozmowy wieczorami przy świecach mają wiele uroku, a noce są bardzo spokojne.
Miejsce dla ludzi gór
– Jak wytrzymałam tu tyle lat? Lubię ludzi. Moja praca polega głównie na ich obsłudze za bufetem. Przez całe dnie. Okazji do rozmów jest mnóstwo. Goście przez te lata się zmienili, ale jednak już samo to, że do Łabskiego nie da się dojechać wyciągiem, lecz trzeba przejść kawał drogi, stanowi eliminację. Nie każdy tu dociera – opowiada pani Elżbieta. – Kiedyś było bardzo dużo wycieczek szkolnych i pracowniczych.
Od zawsze jest bardzo wielu turystów indywidualnych, a od pewnego czasu, więcej niż kiedyś, ludzi żyjących samotnie. Lubią kontakt z innymi, mam wrażenie, że wielu z nich szuka go tutaj
Wieczorem rozpoczynają się rozmowy, goście poznają się ze sobą... Czasem grają na gitarze i wspólnie pośpiewają. Otwierają się na innych, bez strachu, że ktoś ich będzie oceniał. Tym bardziej, że pochodzą z przeróżnych światów. Mają rozmaite wykształcenie, miejsce zamieszkania, zamożność, zawody, doświadczenia życiowe. Łączą ich góry.
Przez cały rok wpada do schroniska wielu biegaczy, a zimą ludzi na skiturach. Kiedyś bywali też narciarze zjazdowi. Do 2002 działał wyciąg narciarski w Łabskim Kotle. Żeby w nim zjeżdżać, ludzie przychodzili specjalnie ze Szrenicy, na którą wjeżdżali wyciągiem. Zimy były na tyle śnieżne, że wyciąg działał przez parę miesięcy w roku.
Pokolenia przyjaciół
– Mamy stałych gości od początku naszego życia Pod Łabskim – mówi pani Maciejowska. – Niektórzy z tego grona odwiedzają nas do dziś, czyli od dziesiątek lat. Przychodzą choćby tylko na herbatę. Przywiązują się do nas. Przysyłają nam kartki. Zdarza się, że mają dłuższe przerwy w wizytach by po latach przyjść z dziećmi, a nawet z wnukami
Bigos, naleśniki i pierogi ruskie spod Łabskiego cieszą się zasłużonym uznaniem. Naleśniki przygotowywane są według przepisu taty pani Elżbiety. Ten przepis jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Wyśmienite są też żurek, kapuśniak i pomidorowa.
Zimy w schronisku są znacznie spokojniejsze niż pozostałe miesiące, gdy ruch bywa ogromny. Zdarzają się wręcz inwazje gości, docierających przeważnie dość prostym szlakiem ze Szklarskiej Poręby. Wiele zależy od pogody. Gdy jest zła, bywa i tak, że docierają tu tylko sportowcy – ich nic nie zniechęca.
Schronisko zatrudnia kilka osób, latem więcej. Zawsze są w nim zwierzaki. Kiedyś było nawet terrarium z Wojtkiem – wężem pytonem. To był efekt hobby Szefa. Interesował się takimi stworzeniami i chciał zrobić frajdę młodszemu synowi. Wojtek ostatecznie oddany został do ZOO we Wrocławiu jeszcze w czasach, gdy pracowali w nim państwo Gucwińscy.
Co zdaniem Elżbety Maciejowskiej zmieniło się w otoczeniu przez ponad 40 lat? Karkonoski Park Narodowy. Z dawnych czasów pamięta kontrolę dwóch panów z KPN-u, a z nowych… dbałość o szlaki, oznakowanie, tablice informacyjne, nasadzenia drzew i odrodzenie wspaniałej, karkonoskiej przyrody.
Leszek Kosiorowski Zdjęcia: Leszek Kosiorowski i Grzegorz Truchanowicz
Artykuł z Kwartalnika : Z KRAINY DUCHA GÓR Nr. 6 Zima 2023-2024