Rzuć wszystko, idź za pasją, przyjedź w Karkonosze i Góry Izerskie! Tak może o sobie powiedzieć Sebastian Pietkiewicz, dla którego Piechowice stały się wymarzonym miejscem. Znalazł tu doskonałe warunki, by żyć ze swoich pasji: projektowania szkła i jazdy na nartach. Pełni szczęścia by oczywiście nie było, gdyby nie żona Elżbieta, która także projektuje szkło. Pracują razem.
Sebastian mieszka w naszych stronach od dziesięciu lat, ale gdy się z nim dłużej rozmawia, odnosi się wrażenie, że jest tu od zawsze. Bardzo głęboko wrósł już w nasz region, można powiedzieć: wpasował się idealnie, zarówno jako narciarz zjazdowy, który zimą robi sobie przerwę w pracy ze szkłem, by szusować na stokach i uczyć tego innych jako instruktor, jak również jako projektant pięknych szklanych form, zachwycających tysiące turystów.
Pracuje jako główny projektant w Hucie Szkła Kryształowego Julia w Piechowicach. To jedno z zaledwie kilku miejsc w naszych stronach, które kontynuuje szklarskie i hutnicze tradycje. To od nich zaczęła się w dużej mierze historia naszych miejscowości. Rozwój hutnictwa wywarł wpływ na powstanie miast i szlaków komunikacyjnych.
Ale w historii Sebastiana jest coś jeszcze. Nie tylko pracuje ze szkłem i jeździ na nartach. On tę szklarską tradycję Karkonoszy i Gór Izerskich, Piechowic i Szklarskiej Poręby, odkrywa, poznaje i propaguje. Utożsamia się z nią. Nie zadowala się powielaniem treści, ale tworzy oryginalne, rzucając światło na zakamarki naszej regionalnej historii, dotychczas zupełnie nieznane.
– Historia szklarstwa fascynuje mnie, a wiedzą, którą zdobywam, dzielę się z innymi – opowiada. – Miałem nawet na ten temat prelekcję w Muzeum Karkonoskim. Gdy coś Cię tak pasjonuje, naturalne jest, że nasiąkasz tym, ulegasz temu, jesteś przez to kształtowany, stajesz się tego częścią.
Sam odczuwa wpływ, jaki wywiera na niego niesamowita postać Franza Pohla. Ten doskonały technolog szkła, świetnie wykształcony i twórczy, żył w XIX wieku i pracował w hucie Josephine, zwanej też Józefiną (poprzedniczce Julii).
– Odtworzył techniki znane kiedyś w Wenecji. To właśnie dzięki nim zasłynęła huta Józefina – opowiada Sebastian. –
Był też miłośnikiem turystyki. Działał w stowarzyszeniach propagujących poznawanie naszej okolicy, był fanatykiem jazdy na rogatych saniach. Przede wszystkim jednak był prekursorem freeride’u. Sprowadził sobie z nawet Norwegii specjalne narty, które się nadawały do uprawiania tego rodzaju narciarstwa: szerokie i krótkie. Franz Pohl jest mi postacią bardzo bliską.
Gdy Sebastian przygotowywał materiały historyczne o pro - jektantach w hucie Julia – swoich poprzednikach, przekonał się, że wielu było utalentowanych i niesłusznie zapomnia - nych. Historię wzornictwa w Julii redukuje się do paru postaci najbardziej znanych.
– Kolekcjonerzy się w tej sprawie mylą, problem mają tak - że historycy szklarstwa – wyjaśnia. – Przez Julię przewinęli się różni projektanci, podczas gdy w potocznym przekazie jej dziedzictwo było przypisane tylko pani Reginie Puchało i jej mężowi Aleksandrowi. Pierwszym projektantem, który tutaj pracował, wprawdzie krótko, ale wywarł na mnie ogromne wrażenie, był Albin Tomaszewski. Zaczął działalność w Julii na praktykach niedługo po II wojnie światowej. I został na dłużej.
– Był tak nietuzinkową postacią, że gdy zobaczył, jak szkło jest szlifowane, złapał za półfabrykat i zaczął sam szlifować – opowiada Sebastian. – Czyli wiedział, że kluczem do pro - jektowania jest przejście całego procesu wytwarzania szkła osobiście
Po wojnie około 40 procent załogi huty stanowili Niemcy. Pol - skich fachowców jeszcze brakowało, dopiero uczyli się fachu, nawet dyrektorem huty był jeszcze Niemiec.
– Wojna w Europie zamroziła rozwój wzornictwa, co dosko - nale widać, porównując ówczesną modę czy wygląd samo - chodów z tym, co w tym czasie działo się w projektowaniu w USA – tłumaczy Sebastian. – W Europie ludzie po wojnie ubierali się, jak w 1939. Podobnie było z wzornictwem szkła. Gdy więc odpalono u nas hutę, pracowano na wzorach sprzed
wielu lat. Albin Tomaszewski dzięki swojej niebywałej kreatywności zaproponował coś zupełnie nowego. Niestety, przy skraj - nie konserwatywnym dyrektorze jego no - watorskie pomysły nie mogły się przebić. Wykonał ponad 200 szlifów, z których tyl - ko kilka weszło do produkcji. Ale odnalazł się, gdy zaczął dmuchać szkło, współpra - cować z hutnikami, tworzyć swoje rzeźby. Czyli najpierw szlifował, a gdy ten etap się zamknął, znalazł swoją fascynację przy piecu, w pracy artystycznej. Dokonał cze - goś nowego, a gdy zaczął jeździć od huty do huty, stał się znany i doceniany także w krajach zachodnich. Odkrycie postaci Albina Tomaszewskiego, jego technologii i drogi życia, było dla mnie bardzo ważne
Dzięki tym doświadczeniom szkło, które projektuje Sebastian, ciągle żyje, a trady - cje szklarskie w naszym regionie nie są tylko turystyczną ciekawostką z zamierz - chłych czasów. One ciągle żyją i mają swoje odzwierciedlenie w kolejnych pro - jektach. Szkło z Julii nie jest produktem bez duszy, który równie dobrze mógłby zostać stworzony w Chinach i przewiezio - ny w Karkonosze. To szkło powstaje tu i te - raz, w oparciu o to, co działo się tu kiedyś, w wykonaniu ludzi stąd. Jest nagradzane na najbardziej prestiżowych polskich kon - kursach, jak np. MustHave podczas Łódź Design Festival.
Oczywiście na drodze Sebastiana było więcej mistrzów. Zanim osiadł w Pie - chowicach, szedł za pasją gdzie indziej. Pracował w Hucie Szkła Kryształowego Sudety w Szczytnej (gdzie wiele nauczył się od znakomitego projektanta Stefana Sadowskiego), Hucie Szkła Gospodarcze - go Ząbkowice w Dąbrowie Górniczej (tu jego mistrzem był Jan Sylwester Drozd – ikona polskiego wzornictwa) i Hucie Szkła Gospodarczego Zawiercie w Zawierciu. Wcześniej pracował jako projektant cera - miki, scenograf teatralny, co zresztą było zgodne z jego wykształceniem, zdobytym na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocła - wiu. Artystyczna dusza, jak u Albina Toma - szewskiego, siedzi w nim bardzo mocno… Indywidualne, osobiste projekty realizuje w swojej pracowni autorskiej w Dąbrowie Górniczej – pomiędzy górami, które sta - ły mu się bliskie: Karkonoszami i Tatrami. W Tatrach co roku kończy sezon zimowy, wchodząc na najwyższy polski szczyt: Rysy.
Tekst: Leszek Kosiorowski Zdjęcia: Daniel Antosik
Artykuł z Kwartalnika : Z KRAINY DUCHA GÓR Nr.3 Wiosna 2023