Artykuły

O radości z szusowania

O radości z szusowania

Znasz tę radość: wysoko w górach, z nartami na nogach stoisz na rozległej, ośnieżonej łące, opatulony w wirują ce płatki śniegu? A w dole bajkowe, jakby zasnute mgłą, samotne chaty. Odetchnij tak wolny! I dalej, z okrzy kiem radości, poszybuj w dół! Sfruń po białym aksami cie zbocza, tak cicho i lekko, niczym tchnienie wiatru! Tak, że się śnieg prawie nie wzbija, prawie bez śladu (...). I  tylko jeszcze szelest i szum w uszach. Tak stałem sa motnie w górach — wokoło martwa cisza — i spoglądając w przeszłość, wyśmiewałem życie w mieście. Pijany siłą i wolnością zjeżdżałem do mego śpiącego zimowym snem górskiego gniazda, i wciąż od nowa, od nowa czułem, co znaczy być człowiekiem! (Carl Hauptmann w: Wiater P.: Pionierzy nart u Ducha Gór, Jelenia Góra 2022, s. 135

Każdy z nas może ją poznać. Wystarczy tylko stanąć na nar tach, bodaj na Izerskiej Łące albo na Hali Szrenickiej. Nie trzeba zaraz kupować całego wyposażenia narciarskiego za worki monet w najdroższym narciarskim sklepie. Wystarczy para wypożyczona za kilka dyszek.

Uczucia, o jakim pisał Carl Hauptmann przed grubo ponad 100 laty, możemy zażyć dzięki niepoprawnym marzycielom, niespokojnym duszom, wisusom wyrośniętym ze spodenek, a jednak wciąż marzącym o zdobywaniu nieosiągalnego. To właśnie oni, począwszy od Fridtjofa Nansena, poprzez Mathiasa Zdarsky’ego, Oskara Vorwerga, braci Adolph, Sta nisława Barabasza, Mariusza Zaruskiego, aż po Oliviera Per ry-Smitha i poprzez Wandę Bibrowicz oraz Elżbietę Michalew ską, stawiając pierwsze śmiałe kroki i robiąc niezdarne szusy, udowodnili ludzkości na świecie, w Sudetach, Alpach i Karpa tach, że dwie dechy i śnieg to żywioł, szyk i biznes.

Oczywiście zanim ów biznes się rozwinął, zanim zatrudniły się w nim setki tysięcy ludzi, były tatrzańskie wyrypy, karko nosko-izerskie rajdy, skakanie z dachu schroniska i skrzydła na plecach narciarza. Łamano sobie głowy nad sposobami przytroczenia narty do stopy, by nie złamać nogi, lecz pędzić z zapartym tchem. Podkradano matkom i żonom żelazka do prasowania narciarskich ślizgów, by wszelkie tłuste i lepkie mazie lepiej wsiąkały w drewno. Doskonalono zjazdy i spo soby na hamowanie. Spierano się nad skutecznością dwóch kijów miast jednego. Zawiązywano towarzystwa i dopomina no się wyprowadzenia żelaznej kolei wysoko pod wierchy. Wojskowi zaś ćwiczyli zastosowanie nart w taktyce

To wszystko było sztuką tak trudną, że samo trwanie w byciu pionierSKIm, było wyzwaniem godnym herosów. A samo nart używanie? To dopiero sztuka! Zjazd odbywa się w ten spo sób, że narciarz siada na górze w kucki, opiera się mocno na kiju i zamyka oczy. Potem prosto jak strzała zjeżdża tak długo, aż mu zabraknie tchu. Teraz musi rzucić się bokiem na śnieg i czekać następnie, aż znowu złapie oddech, by móc kontynuować zjazd szusem. Powtarza to tak długo, aż uda mu się zjechać do samego dołu

(Wiater P.: Pionierzy nart u Ducha Gór, Jelenia Góra 2022, s. 87)

Książka „Pionierzy narciarstwa u Ducha Gór” to przygoda niezgorsza od wyczynów jej bohaterów. Przez 160 stron (bez dodatków) dr Przemysław Wiater, gnany przez wichurę zmian w górach na przełomie XIX i XX stulecia, pokazuje nam nie zwykle barwne zjawisko. Oczywiście przez pryzmat ludzi, bo tak właśnie jest najciekawiej. Przedstawia nam zapaleńców, którzy stawili zimie i Duchowi Gór czoła, dla własnej, czystej przyjemności. Takiej, o której pisał Carl Hauptmann. Prowa dzi czytelnika od pierwszych, najdalej osadzonych w czasach przedhistorycznych śladów na śniegu. Na długo zatrzymuje się w epoce, kiedy ludzie nabrali odwagi do zmagania się z żywiołami. Na deser częstuje nas historią najnowszą, kiedy to po 100 latach od wymyślenia karkonosko-izerskiego nar ciarstwa, romantycy wskrzesili pionierskie narciarstwo w for mie sentymentalnej

Opowieść o prekursorach białego szaleństwa w Górach Ol brzymich jest wyjątkowa. To, niestety, ostatnia książka Prze mysława Wiatera — regionalisty i publicysty, który sam był pionierem u Ducha Gór. Jako jeden z pierwszych podejmo wał tematy, które z powodów historycznych i politycznych wcześniej były przemilczane. Odkrywał na nowo dla Polaków kolonię artystów w Schreiberhau, wydobył z głębokiej studni niewiedzy wybitne postacie pogrzebane na Panteonie Kar konoszy, przypomniał o zielarzach i poszukiwaczach drogo cennych darów górskiej ziemi. Przed Przemkiem nikt tego nie robił na taką skalę i z taką systematycznością.

Ostatnią książkę pisał właściwie przez sporą część swego życia. Temat podjął już grubo 20 lat temu i opisał go w wielu publikacjach prasowych. Kiedy wreszcie zebrał myśli w zwar tym druku — Duch Gór wezwał go do innego wymiaru. Tym bardziej warto tę książkę przeczytać…  

Arkadiusz Lipin   Książka ukazała się w drugą rocznicę śmierci autora. Wydawnictwo AD REM, Jelenia Góra 2022 Twarda oprawa, 188 stron, 56 ilustracji

Artykuł z Kwartalnika : Z KRAINY DUCHA GÓR Nr.2 Zima 2022-2023

 

Free Joomla templates by Ltheme