Od kilku lat morsowanie przybrało formę modnej aktywności, stało się niemal powszechnym, wręcz narodowym zjawiskiem. Liczne zdjęcia i filmiki dzielnych golasów zanurzonych w różnych zbiornikach wodnych, eksponowane w mediach społecznościowych, stały się motywacją dla wielu zmarzluchów, aby spróbować zimowych kąpieli. Dla niektórych to jednokrotne wyzwanie, dla innych to regularna czynność kultywowana dla zdrowia.
Górskie potoki Karkonoszy mają do zaoferowania wszystko, co morsom jest potrzebne: pod dostatkiem lodowatej wody a do tego zupełnie gratis. Wspaniałe doznania widokowe i przyrodnicze. Jest kilka miejsc w Karkonoszach, które cie szą się dużą popularnością wśród lokalnych i przyjezdnych morsów. Jednym tchem wymieniane są m.in. Dziki Wodospad w Karpaczu, Wodospad Kropelka w pobliżu Piechowic oraz Wodospad Podgórnej w Przesiece. Ostatni z wymienionych jest trzecim co do wielkości wodospadem Karkonoszy i stał się niekwestionowanym liderem pod względem atrakcyjności wśród morsów. Aby zaznać tego wręcz mistycznego zanurze nia w Podgórnej, zjeżdżają w Karkonosze amatorzy górskich kąpieli z różnych zakątków Polski i z zagranicy. To miejsce lu bią kluby morsów, osoby morsujące, ale niezrzeszone oraz ci, którzy, przy okazji wizyty w górach, chcą przeżyć wyjątkową przygodę. Pora roku nie stanowi żadnego ograniczenia, bo woda w Podgórnej jest zimna także wiosną i latem.
Tajemnica hartowania
Nabywanie odporności to proces długotrwały i bardzo indy widualny. Szumnie nazywane dzisiaj morsowanie wywodzi się od zupełnie zwyczajnego hartowania organizmu zimnem, które kiedyś było naturalną i powszechną czynnością naszych dziadków i pradziadków. Przebywanie w niedogrzanych po mieszczeniach, chodzenie na bosaka dla zdrowia i z powodu braku obuwia, przyzwyczajało organizmy do warunków oto czenia. Zwyczaj moczenia odmrożonych stóp naprzemiennie w zimnej i gorącej wodzie czy też mycie się zimną wodą ze studni odeszły wraz z cywilizacją do lamusa. Nadal można hartować się w warunkach domowych, biorąc regularnie zim ne i ciepłe natryski, ale nic nie równa się ze spektakularnym morsowaniem na świeżym powietrzu. Wszystkie sposoby na wzmocnienie organizmu są właściwe, pod warunkiem, że są stosowane regularnie i rozsądnie. Zdrowotny wpływ kontaktu z zimną wodą na organizm to m.in. pobudzenie krążenia krwi, witalność, ujędrnienie skóry, ukojenie bólów stawów. Wielu morsów docenia towarzyszącą zanurzeniu ekscytację i po prawę samopoczucia. „Lubię morsować, bo robi mi to dobrze na głowę” – podsumowuje morsująca od pięciu lat Agata, która w ten sposób walczy z zimową depresją i apatią.
W świecie morsów
Motywacje do podjęcia i uprawiania tej aktywności są roz maite, toteż środowisko morsów nie jest jednorodne. Mor sy zorganizowane w klubach wyróżnia działanie grupowe i wspólnotowe. Często można ich poznać po jednakowych czapeczkach, bluzach lub innych okryciach z logo klubu. Wspólne morsowanie to integracja grupowa, forma radosne go spędzania czasu na świeżym powietrzu. Morsy klubowe razem rozgrzewają się i gromadnie wchodzą do wody. Mała niecka pod wodospadem Podgórnej wypełniona jest wów czas po brzegi. Zespołowo z niej wychodzą, tryskając pozy tywną energią
– Przyjeżdżamy tu dwa razy w roku na rozpoczęcie i na ko niec sezonu – wyjaśnia uśmiechnięty mors z wrocławskiego Morskiego Oka, którego spotykam przy wodospadzie w październiku.
Bardzo często odwiedzają Karkonosze grupy morsów z Po morza i nizin. Podoba im się to, że tu przy Podgórnej jest kameralnie, zupełnie inaczej i w dodatku przepięknie. To dla przyjezdnych inny rodzaj wodnych doznań i nowa przygoda, która na długo pozostaje w pamięci, a czasami nawet zmienia dotychczasowe życie
– To miejsce tak mnie zauroczyło, że w końcu zdecydowałam przeprowadzić się tutaj, bo znalazłam pracę w pobliżu – zwie rza się Ewa z Wielkopolski, która, mieszkając w Karkonoszach i morsując w Podgórnej, zamierza spędzić lata, które zostały jej do emerytury
Rejestracje samochodowe z Dolnego Śląska są najczęściej spotykane w weekendowe poranki w pobliżu drogi dojaz dowej do Podgórnej. Pojedynczo lub kilkuosobowymi grup kami podążają drogą do wodospadu. W ciszy i milczeniu. Wielu z nich to stali bywalcy, którzy systematycznie morsują dla zdrowia. Wyczekują, aż zwolni się miejsce w niewielkiej przestrzeni wodospadu. Dopiero wówczas w skupieniu wcho dzą, aby się zanurzyć i pobyć sam na sam ze sobą, z górskim potokiem, z naturą
Magia Podgórnej
Otoczenie wokół Wodospadu Podgórnej za każdym razem jest inne i nie zawsze dotyczy to zmian w świecie przyrody. Ludzie, którzy tu przychodzą, mają różne powody i cele. Spo tkać tu można osoby zaangażowane duchowo, skupione np. na rytuale picia japońskiej zielonej herbaty oraz takich, którzy do złapania dobrego ujęcia. A tych chwil w weekendy nie ma wiele. Wodospad Podgórnej staje się coraz bardziej modny jako sceneria do działań komercyjnych. U stóp wodospadu pojawiają się profe sjonalne ekipy, które w tej scenerii orga nizują sesje zdjęciowe lub klipy filmowe. Popularne są modelki – rusałki, pozujące w sukniach lub nago w wodzie. Ostatnio Doda nagrała tu teledysk do swojej pio senki „Wodospady”
Przy wodospadzie w weekendowe poran ki można spotkać nocujących turystów. Ułożeni w śpiworach na drewnianym po moście łapią swoje intymne chwile kon taktu z naturą. Przyjście morsów ich bu dzi. Nocujący dołączają do kąpieli, palą ognisko i zajadają się swoim prowiantem. Zazwyczaj są dobrze przygotowani i re spektują górskie obyczaje, łącznie z za bieraniem swoich śmieci. Latem można natknąć się tutaj na zorganizowane grupy spragnione silnych wrażeń, których uczestnicy skaczą ze skarpy wodospadu pod okiem swoich instruktorów. Są piski, okrzyki, zdjęcia i filmiki. W wodzie lą dują rozgrzani uczestnicy obozu, a obserwujące to morsy z obawą patrzą, czy ta zabawa nie skończy się zawałem serca w skupieniu modlą się lub odmawiają mantry przed zanurze niem. Dla nich wodospad i zanurzenie w nim jest mistycznym miejscem i przeżyciem. Wodospad przyciąga też licznych fotografów, których fascynuje przyrodniczy aspekt tego kra jobrazu. Cierpliwie czekają na kamiennym brzegu, aby prze strzeń wokół wodospadu była chociaż przez chwilę pusta
któregoś z nich. Bywają też nocne eskapady pod wodospad z czołówkami i ogniskiem. Nocne morsowanie ma zupełnie inny klimat, jest jeszcze bardziej tajemniczo. Zdarza się, że niektórzy pod wodospad ciągną saunę i wówczas zanurza nie w zimnej wodzie jest naturalnym uzupełnieniem przyjem ności korzystania z ciepła. Każdy ma to, co lubi najbardziej. A Wodospad Podgórnej ze stoickim spokojem przyjmuje wszystkich z bogactwem swojej naturalnej magii. Niejedno już widział. Niezmiennie szumi i zachwyca kolejne pokolenia miejscowych i turystów Karkonoszy.
Ekstremalni z zimnem i lodem
Różne są techniki i zwyczaje dotyczące zanurzania. Jedni wchodzą do wody „na żywca” i moczą całe ciało, łącznie z głową. Inni robią to tylko w butach neoprenowych i zawsze w czapce. Jedni uważają, że do zanurzenia potrzebne jest teoretyczne, gruntowne przygotowanie, łącznie z kursem lub fachowym szkoleniem. Inni są zdania, że wystarczy solidna rozgrzewka i robienie tego rozsądnie, ze spokojnym oddy chaniem w wodzie.
Zanurzanie się w zimnej wodzie na kilka, kilkanaście minut jest niczym przy długotrwałej ekspozycji na zimno i lód pro pagowanymi przez Icemana – Wima Hofa. Ten niekwestiono wany guru, pomysłodawca i popularyzator wszelkich wyzwań związanych z zimnem i lodem jest inspiracją dla wielu osób, które chcą podążać drogą silnych i ekstremalnych działań. Wim Hof – Holender i mieszkaniec Karkonoszy – autor kilku książek oraz licznych filmików w sieci, chętnie dzieli się swoimi przemyśleniami i propaguje swoją autorską metodę treningu właściwego oddychania. Dorobek Icemana robi wrażenie. Na swoim koncie ma wiele rekordów Guinnessa dotyczących najdłuższego kontaktu ciała z lodem. Iceman przebiegł maraton za kołem podbiegunowym, wszedł na Kili mandżaro i pod Mount Everest tylko w szortach i butach oraz przepłynął pod lodem 66 metrów. To tylko niektóre z jego imponujących osiągnięć. Jak sam twierdzi, zimno jest wspa niałym nauczycielem, a przyjmowanie wyzwań oraz własna intuicja pomogą każdemu osiągać swoje cele. Według Ice mana opracowana przez niego metoda oddychania, treningu umysłu oraz własne zaangażowanie w połączeniu z ekspo zycją ciała na zimno, mogą pomóc w pokonaniu wielu cho rób i przewlekłych schorzeń. Lista ich jest długa. Sam guru jednak radzi zaczynać spokojnie w domowych warunkach od zimnych pryszniców lub moczenia rąk i nóg w zimnej wodzie. To też jest wyzwanie.
Zwolennicy ekstremalnych metod ekspozycji na zimno, czę sto pojedynczo lub grupkami, mniej lub bardziej przygotowa ni, coraz częściej podejmują wyzwania zimowych górskich wycieczek w strojach kąpielowych. Wygląda to niezwykle atrakcyjnie. Są bohaterami szlaku. Wzbudzają zainteresowa nie, chociaż reakcje obserwatorów tych wyczynów są różne. Wszystko dobrze, gdy taka wycieczka kończy się szczęśliwym zejściem. Gorzej, gdy któryś z wycieczkowiczów, wychłodzo ny, wpada w hipotermię i konieczna jest interwencja GOPR.
Na własnej skórze
Morsuję od ponad trzech lat. Przeprowadzając się po latach w rodzinne strony stwierdziłam, że szkoda nie wykorzystać magii wodospadu Podgórnej, który znam od dzieciństwa i wiążę ze wspomnieniami letnich kąpieli. Ochoczo wciągnę łam się w kilkuosobowe grono, które zaczęło morsować kilka lat wcześniej ode mnie. Jestem zdecydowanie ciepłolubna, ale ciekawość i przewlekłe bóle kolana przekonały mnie osta tecznie do tego, aby spróbować. I tak już zostało. Bo morso wanie uznaję za sposób na hartowanie organizmu i rodzaj re habilitacji zimnem. Weszłam w morsowanie bez filozofii i bez specjalnego przygotowania. Krótkie, ale intensywne podej ście i rozgrzewka to konieczne czynności przed rozebraniem się i zanurzeniem.
Nie działam ekstremalnie. Zimą zawsze towarzyszą mi neo prenowe buty i rękawiczki. Głowę chronię czapką i nie moczę przedramion. Za to latem z przyjemnością pływam. Nie prze rywam morsowania – mimo że według klasyków morsowanie jest wówczas, gdy temperatura wody ma poniżej 10 stopni Celsjusza, a sezon powinien trwać od października do marca. Górski potok ma różne temperatury i różnie się je odczuwa w zależności od temperatury powietrza, nawet wiosną i latem. Kilka rzeczy jest w moim morsowaniu niezmiennych. Zawsze jest to wczesny poranek weekendowy, aby uniknąć grup zorganizowanych i natłoku turystów przy wodospadzie. Oznacza to pobudkę przed wschodem słońca. Inny rytuał, niezależny od pory roku i temperatury, to termos z herbatą, cytryną i mio dem, który opróżniany jest w drodze powrotnej. Pobyt przy wodospadzie jest zazwyczaj intensywny i krótki. Najpiękniej sze są chwile, kiedy rano nie ma nikogo. Nieczęsto się zdarza, aby kameralnie cieszyć się szumem wodospadu i pięknem tego miejsca. Nie czuje się zimna ani upływu czasu. Endorfiny robią swoje. Porę wyjścia z wody często reguluje nadejście innych osób, gdy zaczyna się robić tłoczno. Czy morsowanie w magiczny sposób mnie uzdrowiło, sprawiło, że przestałam chorować? Nie. Zdarzają mi się jesienno – zimowe infekcje. Ból kolana powraca. Niezmiennie jednak zanurzanie się w Podgórnej sprawia mi przyjemność. Po kilku latach morso wania nie męczę już nawet najbliższych fotograficznymi re lacjami z cotygodniowych pobytów przy wodospadzie. Mam całą kolekcję zdjęć wodospadu w różnych porach roku i selfie w rozmaitych ujęciach i czapkach. Nie uwieczniam już tego w pamięci telefonu, kolekcjonuję te obrazy w sobie. Te z Bałtyku i norweskiego fiordu też. Morsuję, bo lubię
Joanna Cychol Zdjęcia: Robert Zapora
Artykuł z Kwartalnika : Z KRAINY DUCHA GÓR Nr.2 Zima 2022-2023