Artykuły

Kowary wstają z kolan

Jeśli lokale gastronmiczne są odzwerciedleniem stanu miasta, w Kowarach dzieje się coraz lepiej. Na deptaku ktoś odważył się nawet otworzyć kawiarnię, i to czynną od rana! Miasto, które przez dekady kojarzyło się tylko z pesymizmem i narzekaniem, jest coraz bardziej atrakcyjne, przybywa w nim turystów, a jednocześnie nie daje się kolonizować przez deweloperów. Karkonoska perełka nie chce powtórzyć błędów sąsiadów 

Kiedyś nie było w Kowarach gdzie zjeść, a dziś można wybierać pomiędzy restauracjami z różną kuchnią. Maks Wójcik działa w branży gastronomicznej od 7 lat. Zaczynał od kawiarni Alchemia, którą uruchomił, bo w mieście nie było gdzie rano napić się dobrej kawy. Potem zaczął oferować burgery w budce, aż w końcu zdecydował się na nowe otwarcie: tchnął życie w Amerykę! Amerykę, czyli nieczynny przez wiele lat lokal, który kiedyś tak się właśnie nazywał. Odwaga Maksa została nagrodzona. W Alchemii wyglądał często na zdołowanego brakiem ruchu. W Ameryce jego oczy się śmieją.

– O ile lokalni goście muszą się do mnie jako restauratora przekonać, bo kojarzą mnie jako człowieka od kawy i burgerów, to turyści są bardziej pobłażliwi. I z roku na rok jest ich więcej – mówi Maks.

Nie są to już goście, którzy wpadają do Kowar na kilka godzin, by zobaczyć Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska i Kowarskie Sztolnie – dwie flagowe atrakcje dla przyjezdnych. W Kowarach powstają kolejne apartamenty, które w szczytach sezonów letniego i zimowego zapełniają się do ostatniego miejsca. Ponieważ – ostrożnie licząc – jest ich ponad pół setki, liczbę turystów nocujących w Kowarach można szacować na parę setek.

– Gdzieś muszą jeść, więc pięć kowarskich restauracji nie narzeka na brak gości i nie ma między nami niezdrowej konkurencji – opowiada Maks Wójcik. – Dochodzą do tego goście tranzytowi oraz mieszkańcy. Regularnie zdarza się coś, co kiedyś było nie do pomyślenia: z ulicy wchodzą do lokalu na obiad grupy dziesięcio-, dwunasto-, czy nawet piętnastosobowe. Trzeba być stale przygotowanym na ich przyjęcie.

Przychód restauracji pochodzi również z cateringu, czyli rozwożenia jedzenia na zamówienie. Ten segment w Kowarach i okolicznych wioskach też rośnie. To goście z domków na wynajem zaspokajają w ten sposób głód.

Na kowarskim deptaku nowością ostatnich paru lat jest nie tylko kawiarnia, ale też restauracja Urania. Jej współwłaściciel Maciej Michella postawił na wysoką jakość wystroju i jedzenia. Tanio nie jest, ale gdy odwiedzamy Uranię w dzień powszedni, prawie wszystkie miejsca są zajęte.

– Otwarliśmy lokal, jakiego w Kowarach nam brakowało – tłumaczy Maciej Michella. Sytuację zdiagnozował trafnie między innymi dlatego, że należy do słynnego Klubu Piwosza – bardzo wpływowej grupy towarzyskiej, która działa w Kowarach od kilku dekad. Piwosze zresztą należą do stałych bywalców Uranii, a jej szef wsłuchuje się w ich opinie, zamawiając na przykład dość oryginalne gatunki złocistego trunku, nawet z Hiszpanii.

Życie towarzyskie w Kowarach toczy się także w Bistrze Cicha, gdzie organizowane są regularnie potańcówki. Zaszaleć na pakiecie można też w Miejskim Ośrodku Kultury w Kowarach, gdzie na “fajfach” gra orkiestra dowodzona przez dyrektora szkoły Roberta Oskulskiego.

Inżynier zieleni miasta 

Do restauracji nie chodzą wszyscy, ale są obszary zmian w Kowarach, które dotyczą wszystkich. Pasjonat zieleni, kwiatów i wkomponowywania ich w przestrzeń publiczną Tomasz Dębiński przez lata siedział za biurkiem w miejskiej promocji. Miał już tego dość, chciał odejść, gdy burmistrz Elżbieta Zakrzewska pozwoliła mu robić to, co kocha.

 

Tomek z ogromną pasją wziął się za upiększanie Kowar. Efekty jego pracy, szczególnie w miesiącach wiosennych i letnich, widać w wielu miejscach.

– To, co udało się już zrobić, stanowi zaledwie 10 procent tego, co bym chciał – opowiada Tomasz Dębiński. – Chciałbym też, by mieszkańcy dbali o naszą wspólną przestrzeń.

Rozmawiamy w szczególnym miejscu: przy nowej balustradzie nad kowarskim zalewem, którego otoczenie, staraniem samorządu lokalnego, zmienia się nie do poznania. Powstaje ścieżka pieszo-biegowa wokół zalewu, w planie jest park roślin wodnych i oświetlenie. Zalew po tej inwestycji będzie skazany na sukces frekwencyjny, tym bardziej, że znajduje się blisko bardzo popularnego Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska oraz ruchliwej szosy w kierunku Jeleniej Góry i Kamiennej Góry, gdzie przebiega droga szybkiego ruchu S-3.

To kolejne miejsce rekreacji w Kowarach, które dostanie nowe życie. Pierwszym jest Wyspa przy wyjeździe w stronę Karpacza. Kiedyś bardzo popularna, przez lata zdewastowana, której reaktywacja bardzo długo okazywała się niemożliwa. W końcu jednak udało się znaleźć inwestora, który przywrócił ją do życia. Znowu jest miejscem przyjemnego relaksu nad wodą.

Uroku dodaje także “Kowarska Wenecja”, czyli wyremontowane kładki nad Jedlicą, ozobione metaloplastyką, nazwane ku czci dawnych klasycznych fachów, np. Młynarza, Piwowara, Kowala. „Wenecja Karkonoszy” – promenada spacerowo-turystyczna wzdłuż potoku Jedlica w Kowarach w 2023 otrzymała certyfikat Karkonoskiej Marki Lokalnej.

Odwrót z gór

„Głupotą jest ciągle robić to samo i oczekiwać za każdym razem innego wyniku” – tę sentencję Alberta Einsteina w Kowarach zastosowano w praktyce, jeśli chodzi o strategię rozwoju miasta. Przez wiele lat bowiem czekano na budowę przez prywatnych inwestorów stacji narciarskiej w Karkonoszach na stokach góry Czoło. Ta stacja miała być kołem napędowym rozwoju miasta, przyciągnąć turystów i inwestycje. Kierunek ten okazał się kompletnie chybiony. Żaden wyciąg nie powstał i pewnie już nie powstanie. Efekty zmian klimatycznych są widoczne gołym okiem, śniegu jest coraz mniej, a narciarstwo staje się sportem schyłkowym. Nikt nie będzie inwestował prywatnych pieniędzy w tak niepewny biznes.

– Nie mając wpływu na to, co dzieje się w Kowarach Górnych, postawiliśmy na rozwój dolnej części miasta – mówi burmistrz Elżbieta Zakrzewska.

To na dole jest Wyspa, wyremontowany stadion z bieżnią, Kowarska Wenecja, zalew i przywracany do życia dworzec kolejowy. Kursy pociągów mogą wrócić w 2025 roku, ale niezależnie od daty ich reaktywacji, dworzec dostanie nowe życie dzięki wystawie pokazującej historię kowarskich dywanów, prezentacji zdrowej żywności od lokalnych producentów. Ma tu też powstać biblioteka, a w pobliżu parking. Miejsc parkingowych w ogóle w Kowarach przybywa. Nie jest to miejscowość oblegana przez turystów, więc nie ma problemu z miejscem, ale warto pod tym względem myśleć perspektywicznie.

Gdy wróci kolej, w Kowarach będzie można zatrzymywać się w pięciu miejscach, co uczyni z niej namiastkę lokalnej komunikacji. Jej rolę odgrywa na razie prywatny bus, kursujący od Wojkowa po Kowary Górne.

Miasto dla swoich

Kowary jako miasto poprzemysłowe, pełne byłych pracowników upadłych państwowych przedsiębiorstw, którzy nie poradzili sobie w nowej rzeczywistości, traktowane są jako opóźnione w rozwoju w porównaniu z Karpaczem czy Szklarską Porębą. Dziś widać, że to opóźnienie może ochronić Kowary przed popełnieniem błędów znanych sąsiadów. Przed kolonizacją przez deweloperów i przemysł turystyczny, który nie szanuje przyrody ani lokalnych wartości. W efekcie mieszkańcy tracą poczucie, że są u siebie, że mają na cokolwiek w mieście wpływ, a w skrajnych sytuacjach mają dość betonu, tłoku i hałasu, i wyprowadzają się.

Kowary nie chcą iść tą drogą. To dlatego nie walczą za wszelką cenę o turystów, promując się, gdzie popadnie. Odpowiada im naturalny, niejako organiczny wzrost frekwencji gości. Nie pchają się z ofertami działek pod wielkie hotele. Wybudują za to – w ramach Towarzystwa Budownictwa Społecznego – dom z 42 mieszkaniami. Chętnych jest dwa i pół raza więcej. To im – mieszkańcom – ma być w Kowarach dobrze, a nie biznesmenom i inwestorom z różnych, czasem odległych części kraju

Tekst: Leszek Kosiorowski Zdjęcia: D. Kaliński, L. Kosiorowski, G. Truchanowicz

 Artykuł z Kwartalnika : Z KRAINY DUCHA GÓR Nr. 6 Zima 2023-2024

 

 

Free Joomla templates by Ltheme