Rozmowa z Andrzejem Rajem – dyrektorem Karkonoskiego Parku Narodowego
– Żeby w ogóle było co chronić w Karkonoskim Parku Narodowym, trzeba było o to długo powalczyć. Pan zjawił się tu w latach osiemdziesiątych, gdy nasz region, w tym KPN, z powodu zanieczyszczeń przemysłowych i innych przyczyn, nazywany był Czarnym Trójkątem. Jakie było Pana pierwsze wrażenie po przyjściu do pracy w KPN?
– Szok. Byłem zaszokowany i zdumiony, że zniszczenia przyrody posunęły się tak daleko, że w ogóle mogło do czegoś takiego dojść. W pierwszym okresie pracy, pod koniec każdego dnia, ogarniały mnie wątpliwości, czy uda się jeszcze cokolwiek uratować, czy nasza praca ma sens, czy kiedykolwiek zobaczymy jeszcze w Karkonoszach zielony las. Rano jednak przystępowałem do pracy z nowymi siłami i wiarą, że się uda. Zarówno ja, jak i moi współpracownicy – przyrodnicy i leśnicy, byliśmy wtedy bardzo młodzi, pełni zapału. Odbudowę karkonoskiej przyrody traktowaliśmy jako wyzwanie, jako możliwość zrobienia czegoś wyjątkowego, by zmierzyć się z problemem, który wówczas nigdzie w Polsce, ani nawet w Europie, nie występował. Była to także okazja do weryfikacji naszej wiedzy i pewnego już doświadczenia praktycznego. Spojrzeliśmy na odbudowę i ochronę przyrody w sposób holistyczny, czyli całościowy. Jak na duży, zorganizowany organizm, w którym funkcjonuje mnóstwo czynników i zależności, a nie tylko rośliny i zwierzęta
– Wspierał Was świat nauki.
– Rada Naukowa KPN i świat ludzi nauki stanowiły dla nas ogromne wsparcie nie tylko merytoryczne, ale i psychiczne. Dla nich było to też pierwsze tak wielkie wyzwanie. Spędzaliśmy wiele czasu na rozmowach, podczas których zastanawialiśmy się, jaką strategię ratowania lasu obrać. Wtedy narodziła się – co bardzo ważne – realizowana długofalowo, z drobnymi modyfikacjami do dziś, strategia ekologiczna ochrony KPN.
– Postanowiliście na procesy naturalne, czyli, na przykład, odnowę naturalnego lasu.
– Przywracanie natury w Karkonoszach oznaczało eliminację wpływu człowieka na środowisko i uruchamianie procesów naturalnych, w sposób kontrolowany. Bazowaliśmy na szerokiej wiedzy ekologicznej i traktowaniu ekosystemu leśnego jako całości. Działania podejmowaliśmy tam, gdzie było to konieczne. Tam, gdzie nie było to niezbędne, zostawialiśmy odnowę całkowicie naturze. Klęska ekologiczna zmusiła nas do przebudowy składu gatunkowego drzewostanów, które wprowadzone zostały tutaj w XVIII i XIX wieku z nierodzimych ekotypów świerka i innych gatunków.
Andrzej Raj – syn leśnika, wychowany w lesie, pochodzi z Pomorza. Ukończył Technikum Leśne. Po studiach pracował przez cztery lata w Nadleśnictwie Jawor. W Karkonosze po raz pierwszy przyjechal w 1981. Od 1 lipca 1987 nieprzerwanie pracuje w Karkonoskim Parku Narodowym. Przez krótki czas pełnił też obowiązki dyrektora Parku Narodowego Gór Stołowych.
– Przywracanie natury w Karkonoszach oznaczało eliminację wpływu człowieka na środowisko i uruchamianie procesów naturalnych, w sposób kontrolowany. Bazowaliśmy na szerokiej wiedzy ekologicznej i traktowaniu ekosystemu leśnego jako całości. Działania podejmowaliśmy tam, gdzie było to konieczne. Tam, gdzie nie było to niezbędne, zostawialiśmy odnowę całkowicie naturze. Klęska ekologiczna zmusiła nas do przebudowy składu gatunkowego drzewostanów, które wprowadzone zostały tutaj w XVIII i XIX wieku z nierodzimych ekotypów świerka i innych gatunków.
– Na dole mamy już dużo buka i jodły, mamy gatunki liściaste, coraz mniej świerka. Wchodzimy w regiel górny: mamy piękne, zróżnicowane wiekowo, zdrowe, dynamicznie rozwijające się świerczyny. Wyżej mamy strefę subalpejską, potocznie zwaną kosodrzewiną, z całym bogactwem świata roślin Andrzej Raj – syn leśnika, wychowany w lesie, pochodzi z Pomorza. Ukończył Technikum Leśne. Po studiach pracował przez cztery lata w Nadleśnictwie Jawor. W Karkonosze po raz pierwszy przyjechal w 1981. Od 1 lipca 1987 nieprzerwanie pracuje w Karkonoskim Parku Narodowym. Przez krótki czas pełnił też obowiązki dyrektora Parku Narodowego Gór Stołowych.
– Wielką wartością przyrodniczą Karkonoszy jest krajobraz, wyjątkowy, nie tylko w skali Polski. Na przykład niesamowita, otwarta przestrzeń na Równi pod Śnieżką czy główny grzbiet z otwartymi panoramami na wszystkie strony
– Karkonosze różnią się od innych pasm w środkowej Europie. Mają znacznie więcej wspólnego z obszarami skandynawskimi. Wynika to z ukształtowania terenu i położenia geograficznego, które powodują, że Karkonosze są pierwszą barierą górską na linii napływających mas chłodnego i wilgotnego powietrza znad Morza Północnego i Atlantyku. Jeśli chodzi o kształt terenu, mamy strome stoki, ale i piękne zrównania wierzchowinowe, które pozostały po starych górach. To relikty, będące pochodną warunków klimatycznych, podobnie zresztą jak torfowiska subalpejskie na potężnych obszarach na wysokości 1400-1450 metrów nad poziomem morza. Są zupełnie unikatowe w skali Europy. Nigdzie indziej nie ma torfowisk na takich wysokościach. Zlodowacenia wypchały z północy szereg gatunków, tak zwanych borealnych, które przywędrowały w Karkonosze, spotykając się tu z dogodnym klimatem. Gdy okres lodowcowy minął, gatunki te pozostały tutaj. Druga ścieżka migracji w Karkonosze prowadzi z Alp i Pirenejów. Gatunki stamtąd przywędrowały tu wraz z ociepleniem klimatu. Mamy miksturę gatunków borealnych i alpejskich, co jest wyjątkowe w skali kontynentu. To dlatego mówi się o tundrze karkonoskiej, o torfowiskach arktyczno-alpejskich. Unikatowość Karkonoszy polega właśnie na tym. Trochę się obawiamy skutków dramatycznych zmian klimatycznych. Czy nie uszczuplą nam arktyczności? Czy gatunki, charakterystyczne dla północy i krótkich okresów wegetacji, przetrwają? Obserwujemy to, analizujemy. Może uda się przeciwdziałać? Mamy instrumenty, by ochronić gatunki, na przykład banki genów czy ogrody botaniczne.
– Jak się ma cietrzew?
– Jego populacja ma się nieźle, jest stabilna. Większym zagrożeniem dla niego jest obecność człowieka w miejscach, gdzie nie powinno go być, podobFot. Dariusz Kuś Młody buk nie jak i drapieżników – lisa, jenota.
szlaków jest bardzo dużo – ponad 130 kilometrów na sześciu tysiącach hektarów. Jeszcze więcej jest ich po stronie czeskiej.
– Jakie gatunki endemiczne, czyli występujące tylko w Karkonoszach, uważa Pan za najcenniejsze?
– Mamy trzy gatunki endemiczne, za które jesteśmy odpowiedzialni w skali państwa przed Wspólnotą Europejską: gnidosz sudecki, przytulia sudecka i dzwonek karkonoski. To rośliny zielne, kwitnące. Dzwonek jest z nich najbardziej znany, przytulia sudecka jest malutka, kwitnie na biało. Gnidosz sudecki jest pięknym, efemerycznym gatunkiem, półpasożytem, żyjącym na obrzeżach torfowisk, kwitnącym na różowo-fioletowo. Te trzy gatunki są tak cenne, że gdyby zniknęły w wyniku naszego niedbalstwa, bylibyśmy pociągnięci do odpowiedzialności przed Komisją Europejską..
– Cietrzew jest dość wysoko, więc chyba nie zagrażają mu powszechnie już występujące niżej dziki?
– Dzik jest coraz wyżej, spotyka się go na wysokości 1100-1200 metrów nad poziomem morza, czyli stanowi zagrożenie dla cietrzewia. Zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego niezbędna jest redukcja dzika, dokonywana przez koła łowieckie. Cieszy nas bardzo, że mamy coraz więcej wilków i coraz częściej widzimy ich pracę na rzecz przyrody i naszego Parku. Ich głównym menu jest dzik i jeleń – dwa gatunki zdecydowanie przegęszczone w naszych górach. W efekcie jelenia jest mniej, ale ten, który żyje, jest silniejszy, piękniejszy
Siła przyrody. Skoro wilk atakuje, tylko silny jeleń ma szansę przeżycia.
– Obecność wilka wymusza na jeleniach ruch, choćby w poszukiwaniu jedzenia i bezpiecznych kryjówek. Jeleń nie może być statyczny, zachowywać się jak krowa na nastwisku. Chcę podkreślić, że wilk nie stanowi żadnego zagrożenia dla człowieka. Ma mnóstwo możliwości wyżywienia się. Poluje w skryciu, człowieka unika. Choć oczywiście może zdarzyć się osobnik chory, który nie będzie zachowywał się jak inne. Ważne jest, by dla zachowania naturalnych procesów i zachowań zwierząt ludzie chodzili tylko po wyznaczonych szlakach, nie zbaczali z nich. To także kwestia bezpieczeństwa. Dajmy spokój i przestrzeń wilkowi czy rysiowi, który także u nas jest. Musimy zawrzeć z nimi kompromis. Oznakowanych
– Dzwonka rośnie sporo, a jak się ma przytulia sudecka?
– Rośnie w kilku miejscach. Gnidosza też wiele nie ma, ale jego populacja jest stabilna. Zawdzięczamy to ochronie ścisłej miejsc, w których występują. Nie wolno tam chodzić. Przytulia rośnie na półkach ścian kotłów polodowcowych. Stąd wziął się u nas zakaz letniej wspinaczki skałkowej. Warto też wspomnieć o skalnicy bazaltowej, występującej na żyle bazaltowej w Małym Śnieżnym Kotle. Nigdzie indziej na świecie jej nie ma. Ta roślina kwitnie spektakularnie, w kolorach zielono-żółtym.
– Które gatunki są najbardziej wartościowe spoza endemicznych?
– Relikty polodowcowe, które do nas przywędrowały ze Skandynawii i poza nią rosną tylko w Karkonoszach. To skalnica śnieżna, którą uratowaliśmy od zagłady. W latach 90., podczas inwentaryzacji, odnotowaliśmy tylko siedem osobników. Dzisiaj mamy ich tysiące, dzięki restytucji i sztucznej reintrodukcji. Mamy fantastyczną populację wierzby lapońskiej, charakterystyczną dla dalekiej północy, jak również malinę moroszkę. Owocuje, pięknie kwitnie
Nie można pominąć naszego fantastycznego podróżniczka – ptaka, który w Europie, poza Skandynawią, gniazduje tylko w Karkonoszach. Był w naszym logo z okazji 60-lecia, jest naszym symbolem.
Rozmawiał: Leszek Kosiorowski Zdjęcia z archiwum Karkonoskiego Parku Narodowego
Artykuł z Kwartalnika : Z KRAINY DUCHA GÓR Nr.3 Wiosna 2023