Anioły Staroskrzydłe, Anioły Kieszonkowe, Anioły Bose, Anioły Róż(love), Anioły Nieoczywiste to najbardziej znane drewniane serie, które stworzyła Beata Makutynowicz. Anielskie tematy od lat dominują w jej twórczości. „Anioły dają mi poczucie sprawczości, uspokajają, uskrzydlają” – wyjaśnia artystka z Karpacza.
Jej prace można było spotkać m.in. na wystawach w Muzeum Zabawek w Karpaczu, w Zatoniu, gdzie wystawę organizowała Fundacja Ogrody Kultury oraz Zielonogórski Ośrodek Kultury, w Książnicy Karkonoskiej w Jeleniej Górze czy w Bibliotece Miejskiej w Złotoryi, gdzie gościły już czterokrotnie. Charakterystyczne postacie aniołów ze starych desek, o tajemniczych, nieco abstrakcyjnych twarzach, są znakiem rozpoznawczym stylu artystki – jej autorskim pomysłem na lokalną twórczość w Karkonoszach.
Anielska Marka Lokalna
Certyfikat Karkonoskiej Marki Lokalnej „Skarby Ducha Gór” posiada wiele produktów Beaty Makutynowicz: Karkonoskie Anioły Staroskrzydłe, Bose Anioły z Karpacza, Karkonik, Drewniaszek, Karkonoskie Fragmenty, czyli Chatki Beatki. Zostały uhonorowane i docenione w kategorii rzemiosło w 2014 r., na samym początku istnienia Karkonoskiej Marki Lokalnej.
– Stare drewno kojarzy mi się z ciepłem, domem, ze stodołą nieopodal jeziora, w której przesiadywałam w dzieciństwie.
Fascynuje ją barwa starych desek, ich struktura, zapach, a także historia. Jedne z pierwszych „historycznych” desek pochodziły z okolic Wieży Książęcej w Siedlęcinie. Raz zdarzył się też wielki rarytas – kawałek małej belki z Zamku Chojnik, który traktowała jak relikwię, tnąc go na małe kawałeczki, aby wykorzystać surowiec jak najpełniej. Pierwsze anioły staroskrzydłe miały korpus z nowych desek, a skrzydła ze starych – stąd ich nazwa. Do wiekowych desek artystka podchodzi z szacunkiem, bo, jej zdaniem, one mają moc. Mają też stare, kute i zardzewiałe gwoździe, które tylko zabezpiecza i nie wyciąga. Mają stare farby – czasami kilkanaście warstw, które Beata Makutynowicz tylko lekko szlifuje, ukazując paletę użytych wcześniej barw
– Staram się jak najmniej ingerować w drewno, zależy mi, żeby uwydatnić deseń, naturalną strukturę, kolorystykę – opowiada artystka.
Na początku realizacji swojego artystycznego projektu Makutynowicz miała problem ze zdobyciem starych desek. Nie
Pracownia jest otwarta w sensie dosłownym oraz metaforycznym. Otwarta na różne działania artystyczne, przystępna, twórcza, pełna pomysłów. Takie miejsce artystka zaprojektowała sobie w głowie już wiele lat temu. Pomysł udało się jej zrealizować dzięki dotacji z Lokalnej Grupy Działania „Partnerstwo Ducha Gór”. Przyznane środki zostały przeznaczone na remont, fotowoltaikę oraz kilka kluczowych maszyn, niezbędnych do tworzenia własnych aniołów oraz tych na warsztatach. Teraz artystka ma miejsce, w którym może się twórczo rozwijać i zatracić, bo uwielbia tu spędzać czas. Pomieszczenie jest pomyślane jako galeria i warsztat.
Zaraz przy wejściu przykuwają wzrok różnorodne prace Beaty Makutynowicz, które przekrojowo prezentują jej fascynacje i drogę artystyczną. Są tu obrazy olejne, grafiki, różne serie anielskie o rozmaitych wielkościach. Anioły, aniołki, aniołeczki. Są też urocze bibelociki – drewniane serduszka, magnesy. Cieszą oko ręcznie malowane kartki, maluteńkie domki, koniki, serduszka, breloczki. Do wyboru, do koloru. Na każdą kieszeń. Taki był też cel artystki, aby turyści, przyjezdni oraz mieszkańcy nie bali się tutaj wchodzić z obawy przed cenami. Część galeryjna posiada również wygodne fotele i stolik. Można usiąść, pooglądać, odpocząć, przejrzeć i poczytać katalogi powystawowe i kolorowe czasopisma. Jest przyjaźnie, artystycznie i swojsko-karkonosko.
Obydwa obszary pracowni przenikają się, ale część warsztatowa wyróżnia się typowym, roboczym charakterem. Stoją tu maszyny. Jest też pomieszczenie gospodarcze, dzięki któremu jest również domowo, herbaciano-kawowo i pachnąco, bo Beata piecze owoce dla swoich warsztatowych gości. Ale to maszyny są najważniejsze, bo dzięki nim pracownia może działać, a warsztaty mogą się rozwijać.
wiedziała, skąd mogłaby je pozyskiwać. Potem jednak wieść o artystce wykonującej anioły z rozbiórkowego drewna, rozeszła się po okolicy i pani Beata zaczęła otrzymywać informacje, skąd je może zabrać. Niektórzy przechowywali dla niej deski do odbioru czasami miesiącami. Teraz w sprawie materiału do swojej twórczości jest bardzo wybredna. Deski muszą pochodzić z bardzo ciekawego miejsca – najlepiej historycznego albo mieć intrygującą strukturę.
– Wieloma rzeczami rządzi przypadek i ja ten przypadek wykorzystuję w swojej pracy. Materia niejako sama podpowiada mi pomysł – zdradza tajemnice tworzenia autorka anielskich prac.
Anioły tworzone w Karkonoszach, z karkonoskich desek, przez mieszkającą w Karkonoszach artystkę mają charakterystyczne twarze:
– Wybrany przez mnie temat aniołów pozwala mi malować twarze takie, jakie chcę. Nie muszę przestrzegać reguł, mogę je przełamywać, tworząc abstrakcję. Nie muszę trzymać się rzeczywistości. Chodzi o to, aby to współgrało ze mną. Beata od aniołów – tak o mnie mówią.
Pracownia aniołów
Otwarta Pracownia Makutynowicz. Art – to oficjalna nazwa tego miejsca. Działa dopiero od kilku miesięcy, ale już wzbudza ciekawość przechodniów oraz pasażerów przejeżdżających samochodów. Usytuowana przy głównej drodze wjazdowej do Karpacza, przyciąga uwagę witryną, donicami z kwiatami i ogromnym szyldem. Niektórzy zawracają z drogi zaintrygowani tym, co im w drodze mignęło przed oczami.
Beata Makutynowicz wszystko wykonuje sama. To połączenie zmysłu artystycznego z umiłowaniem do majsterkowania, do pracy fizycznej. Stąd w warsztacie artystki profesjonalna wyrzynarka włosowa do drewna, piła taśmowa, elektronarzędzia z górnej półki – co sama podkreśla – oraz szlifierka taśmowa. Pomimo artystycznej duszy Makutynowicz bardzo lubi pracować z maszynami.
– Sama chcę ciąć, sama chcę szlifować deski. Nie chcę zlecać komuś, czekać. Moim celem jest to, aby kobiety na warsztatach oswoić z maszynami. Wiertarka, wyrzynarka, to są przyjemne maszyny – przekonuje Beata, z dumą prezentując wyposażenie części warsztatowej swojej pracowni. I jeszcze jedna ważna rzecz dla artystki – wszystko powinno być jak najbardziej ekologiczne. Warsztaty muszą być jak najbardziej naturalne, aby nie zanieczyszczały środowiska, zakupy dokonywane w pracowni także. Sprzedawane przedmioty artystka pakuje w przeczytane kolorowe gazety lub szary papier.
Warsztaty z aniołami
Odkąd z dotacji powstała pracownia, odbywają się w niej coraz częściej warsztaty. Takie było od lat marzenie Beaty Makutynowicz. I chociaż prowadziła i prowadzi warsztaty w różnych innych lokalizacjach, najbardziej jej zależy, żeby one odbywały się przede wszystkim u niej, bo teraz ma już na to miejsce. Wyremontowany lokal wabi kolorami oraz przedmiotami stworzonymi lub zaaranżowanymi przez artystkę. Chciała, żeby było to miejsce przyjazne, ciepłe, bezpieczne – i takie jest.
Klimat warsztatów tworzy miejsce, artystka oraz uczestniczki artystycznych spotkań. Niektóre z nich przyjeżdżają na te spotkania wielokrotnie.
– Ja jestem tu już czwarty raz – wyjaśnia energiczna i uśmiechnięta Kasia. – Szkoda, że nie ma z nami dzisiaj pani Iwonki ze Ścięgien. To jest weteranka, która brała udział w warsztatach już z 10 razy – dodaje. Sama przychodzi na warsztaty, żeby się zrelaksować. Dla Małgosi uczestnictwo w warsztatach to przyjemność tworzenia pięknych przedmiotów. Asia chce pod okiem Beaty wrócić do malowania, nauczyć się malować twarze, a Agnieszka, pragnie mieć w domu odnalezioną i stworzoną tutaj cząstkę siebie. Wszystkie uczestniczki podkreślają inspirujący i magiczny wymiar spędzonego wspólnie czasu. Artystka jest w swoim żywiole pracy w grupie i z grupą.
– Sztuka pomaga mi być lepszym człowiekiem. Dla mnie to podwójna radość móc dzielić się swoimi umiejętnościami. Wcześniej, w pracowni ulokowanej w domu, byłam sama. Teraz mogę pracować z ludźmi w takiej bezpiecznej przestrzeni, którą tutaj stworzyłam. Na warsztaty zgłaszają się przede wszystkim kobiety. Mężczyźni, jak dotąd, nie byli zainteresowani wykonywaniem aniołków według konceptu Beaty Makutynowicz.
Jak zrobić aniołka śpiącego?
– Proszę założyć fartuszek – komenderuje Beata, podając mi kolorowy i obowiązkowy strój warsztatowy. Wszystkie siedzimy w fartuszkach – każda w innym. Tematem dzisiejszych warsztatów jest śpiący, drzemiący aniołek.
Makutynowicz na swoich warsztatach pracuje na nowych sklejkach drewnianych, nie na starych, cennych deskach. To daje swobodę eksperymentowania, pomyłek, powtórek. Część elementów anielskich dla uczestniczek jest już wyciętych:
– Wybierz sobie tułów – zachęca Beata. – Ja wam jeszcze zaraz nogi utnę – oznajmia – i staje za wyrzynarką marki „Pegas”. Charakterystyczny odgłos maszyny wypełnia pracownię. Za chwilę nogi dla aniołków są już gotowe. – Dobra, dziewczyny, zaczynamy – mobilizuje wstępne rozgadanie uczestniczek warsztatów.
Pogaduszki były tylko przez kilka pierwszych minut wspólnego spotkania. Potem w ciszy i skupieniu pracujemy. Każda nad swoim projektem, pod czujnym okiem Beaty. Same musimy wybrać elementy, z których będzie się składał aniołek. Głowa, czapeczka, tułów, nogi. Za chwilę dojdą ręce i skrzydła w kształcie serca. Same musimy wymyślić kolorystykę i wzornictwo na nóżkach, rajstopkach i sukienkach. Beata podpowiada technikę mieszania farb poprzez pocieranie korpusu kulistymi ruchami na paletkach:
– Musisz poczuć, jaki kolor będzie tobie pasował – zachęty prowadzącej zajęcia dodają odwagi. Efekty kolorowania korpusów są zachwycające. Teraz poznajemy arkana malowania nóżek. Najpierw obrys ciemniejszą farbą, potem dopiero kolorowe wypełnienie. Artystka zachęca nas do stworzenia swoich projektów rączek, pokazuje możliwości ich ułożenia.
Stałe bywalczynie warsztatów przyszły tu już z obmyśloną koncepcją i przynoszą swoje akcesoria: kawałki materiału na sukienkę, guziczki, sznureczki. Wiedzą dokładnie, czego chcą. Dla mnie to pierwsze warsztaty – dopiero stawiam pierwsze kroki w anielskim fachu.
W pracowni panuje cisza przerywana pracą wyrzynarki, wiertarki lub innych maszyn. Wszystkie w skupieniu malujemy akrylami swoje części aniołków.
– Wody używajcie minimalnie. Tu są ściereczki do wycierania farb z pędzelków – tłumaczy Beata. A za chwilę znowu staje przy swoich maszynach i wyrzyna kolejne rączki i serca
– Teraz, jak mam taką fajną maszynę, to mogę Wam ciąć wszystko, co tylko chcecie – oznajmia. Każda z nas dostaje swoje elementy wyciętych rączek i skrzydeł. Trzeba je pomalować. Powoli wyłaniają się efekty pracy każdej z nas. Słychać ochy i achy. Praca warsztatowa pochłania nas całkowicie
Nadchodzi najbardziej precyzyjna i najtrudniejsza czynność warsztatów – malowanie buźki aniołka. Najpierw trzeba dobrać kolor do jego twarzy, potem najcieńszym pędzelkiem zrobić oczy, nos, usta. Uff, jak ręce się trzęsą. Mam to. Jestem nawet zadowolona ze swojej buźki – farba się nie rozlała. Okazuje się, że nieco wyprzedziłam koleżanki, które dopiero malują skrzydła lub kończą projekt rączek. Po wyschnięciu farby na moim aniołku zabieram się do klejenia poszczególnych części. Czapeczkę kleję z główką, rączki i nóżki z korpusem. Beata próbuje mnie namówić do pracy z wiertarką. Głowę z korpusem ma połączyć szyja, czyli cieniutki patyczek. Trzeba zrobić dziurkę w główce i tułowiu. Beata zachęca, pokazuje. Ja jednak rezygnuję, bo obawiam się, że zniszczę mojego aniołka. To już prawie koniec. Jeszcze tylko trzeba zrobić włosy ze sznurka i przykleić je. Będą białe z fantazyjnymi różowymi końcówkami – tak sobie wymyśliłam.
Przyglądam się pracom koleżanek. Każdy aniołek jest inny. Proces twórczy uwolnił fantazję i odwagę do eksperymentowania. Widać wypieki na twarzach, emocje, skupienie. Gospodyni pracowni proponuje herbatę, ale jak tu się oderwać od tak pasjonującego zajęcia? Beata pochyla się nad każdą z uczestniczek, tłumaczy, ośmiela, doradza. Maszyny hałasują. To już ostatnie poprawki, włosy mojego aniołka zostają przyklejone.
I jest gotowy mój aniołek śpiący, aniołek drzemiący w cukierkowych, różowo-niebieskich barwach. Mój anielski debiut uznaję za sukces. Trzy godziny warsztatów minęły jak okamgnienie. Zupełnie straciłam poczucie czasu. Zbieram się do wyjścia, delikatnie układając mojego aniołka w torebce. Dziewczyny jeszcze dopieszczają ostatnie detale swoich prac. Wyjeżdżam z Karpacza pełna nowych wrażeń i z postanowieniem, że to nie będzie koniec mojej artystycznej przygody z Beatą od aniołów.
Tekst i zdjęcia z warsztatów: Joanna Cychol
Artykuł z Kwartalnika : Z KRAINY DUCHA GÓR Nr. 5 Jesień 2023